Klasa: pierwiastki rodzime
Układ krystalograficzny: regularny
Łupliwość: doskonała
Przełam: muszlowy
Połysk: diamentowy do tłustego
Rysa: biała
Twardość: 10
Gęstość: 3,51
Cechy rozpoznawcze: charakterystyczne są silny diamentowy połysk i wielka twardość
Dla większości ludzi jest to najpiękniejszy kamień szlachetny – od najdawniejszych czasów zdumiewał swoimi właściwościami i urodą. Z uwagi na niezwykłą twardość – diament znajduje się na samym szczycie skali Mohsa – Grecy nadali temu minerałowi nazwę adamas, co znaczy „niepokonany”.
Wielu pisało o diamentach: wielki rzymski uczony Pliniusz także znał niezwykłą twardość tego zdumiewającego minerału. W jego pismach czytamy, że macerowanie diamentów w świeżej, jeszcze ciepłej krwi kozy nieco je zmiękcza, lecz „i tak jeszcze pękają młoty i kowadła wyjąwszy [te] nadzwyczaj wielkie”, ( to nie jest prawda, gdyż pomylono tu twardość z kruchością, a diament jest minerałem kruchym, przyp. Kons. ). Dalej zaś powiada, że jeśli uda się skruszyć diament, rozpada się on na odłamki, których szlifierze kamienie „poszukują [...] osadzają w żelazie i tną nimi łatwo wszelką twardą materię”.
Zwięzła struktura
Diament jest czystym węglem. Atomy węgla są w nim ciasno upakowane, nadając mu zwięzłą, niezwykle wytrzymałą strukturę. Oczywiście wśród wiązań międzyatomowych istnieją w pewnych kierunkach strefy słabsze, dzięki czemu diament można rozłupywać – ale tylko wzdłuż określonych płaszczyzn łupliwości. Inteligentne wykorzystanie owych płaszczyzn pozwala szlifierzom nadawać surowym diamentom możliwie najlepszy kształt i wagę.
Naukowcy wiedzą wiele na temat diamentu, jego budowy i materiału, z którego powstał. Znają też temperaturę i ciśnienie niezbędne, by zwyczajny grafit przekształcił się w diament. Do dziś jednak nie mają pojęcia o tym, jak naprawdę narodził się ten niezwykły kamień. Niektórzy badacze sądzą, że atomy węgla, z których powstał diament, zostały uwolnione z gazowych węglowodorów, tworzących się w komorach magmowych płaszczu Ziemi, i skoncentrowały się na skutek działania prądów konwekcyjnych w magmie. Następnie owa magma stała się stopem macierzystym, w którym rosły diamenty.
Poddana działaniu wysokiego ciśnienia i wysokiej temperatury występujących w płaszczu magma znajduje sobie niekiedy małe pęknięcia w twardej materii skorupy i wciska się w nie jak pasta do zębów wychodząca z tubki. W stygnącej magmie powstawały diamenty i inne cenne kamienie, wędrując wraz z nią ku powierzchni Ziemi. Taką zastygłą magmę wypełniającą skalne szczeliny nazywano kimberlitem ( od miasta Kimberley w pobliżu Johannesburga w Afryce Południowej, gdzie po raz pierwszy zaczęto wydobywać diamenty ze skały macierzystej). Powstałe przed milionami lat lejowate kominy kimberlitu ( zwanego „ziemią niebieską” ) mogą sięgać tysiące metrów w głąb skorupy ziemskiej.
Kryształy diamentów
Diamenty krystalizują w układzie regularnym, lecz rzadko formują sześciany. Najczęściej są to ośmiościany; występują też dwunastościany rombowe ( z dwunastoma ścianami w kształcie rombu ) i dwudziestoczterościany o ścianach w kształcie deltoidu. Czasem ściany ośmiościanu są wykształcone niekompletnie i niektóre kryształy mają pokrój trójkątnych tabliczek, wydłużonych ostrosłupów, tzw. Psich kłów, wydłużonych dwudziestoczterościanów itp.
Gra świateł
To, co stanowi o urodzie diamentu – to ich słynny „ogień” i „skry”. Jakość tzw. diamentowego połysku kamienia ( cecha, która najpełniej prezentuje właśnie diamenty ) zależy od ilości światła odbitego od jego powierzchni ( ok. 17% ) i od wewnętrznej strony fasetek ( ok. 80% ).
Oszlifowany diament – tzw. brylant – ma trzy ważne elementy składowe:
1. czoło ( tafla ) - płaska ściana na samej górze korony;
2. korona – fasetki w górnej części kamienia zakończonej zwykle taflą;
3. podstawa – podłużne fasetki w dolnej części kamienia.
Światło wchodzące przez czoło do wnętrza kamienia zostaje niemal w całości odbite przez fasetki podstawy. Część światła odbitego wydostaje się przez czoło, część przez koronę. Naukowcy dokładnie obliczyli kąt, pod jakim powinny być nachylone do siebie fasetki, by uzyskać najsilniejszy ogień diamentu – zależy on od kąta, pod jakim światło pada na fasetki korony. Ważne są też proporcje i kształt kamienia.
Oszlifowany diament działa jak pryzmat, czyli przenikające przezeń światło zostaje rozdzielone na fale różnej długości. Najdłuższa fala, światło czerwone, załamuje się najmniej, a najkrótsza, światło fioletowe – najbardziej. Rozdzielenie światła białego na siedem składowych nosi nazwę rozszczepienia lub dyspersji.
Część światła odbitego wewnętrznie przez diament wychodzi przez fasetki korony, dając barwę błyski - „ogień” kamienia. Jedynymi naturalnymi kamieniami szlachetnymi pod względem połysku i „ognia” porównywalny z diamentami są zielony granat demantoid oraz cyrkon.
HISTORIA DIAMENTÓW
W średniowieczu diamenty były talizmanami królów, a ci, którym udało się je zdobyć, wysadzali nimi swoje zbroje, tarcze i rękojeści mieczy – w nadziei, że kamień zapewni im ochronę i zwycięstwo. Diamentów tych, pochodzących głównie z Indii, nie poddawano obróbce, tylko obsadzano w stanie surowym, tak jak je znaleziono.Musiało upłynąć kilka wieków, zanim indyjscy jubilerzy odkryli, w jaki sposób polerować piękne kamienie, a gdy Agnes Sorel jako pierwsza „osoba z ludu” założyła naszyjnik z diamentów, diament naprawdę stał się „przyjacielem dziewczęcia”.
Piękna Agnes była kochanką króla Francji, Karola VII, i znajomą bogatego kupca Jacques'a Coeura. Kiedy Karolowi skończyły się fundusze na kontynuowanie wojny z Anglią, Agnes nakłoniła Jacques'a, by pożyczył królowi pieniędzy. W zamian za to kupiec został mianowany doradcą finansowym króla. Agnes przekonała następnie Karola, by uczynił go zwierzchnikiem mennicy królewskiej.
Wdzięczny Jacques spłacił swój dług wobec pięknej pani kilkoma diamentami, zręcznie oszlifowanymi i misternie oprawionymi w złoto. Tak więc urocza Agnes, jako pierwsza „osoba z ludu” zaczęła nosić diamenty – była też pierwszą Europejką, która włożyła diamentowy naszyjnik.
Królewskie pierścienie
Przez długi czas na dworach królewskich panował zwyczaj obdarowywania pierścieniami za usługi i wielu królów nosiło po kilka pierścieni na palcach obu dłoni. Angielski król Henryk VIII zakładał pierścienie na każdy palec, nawet na kciuk, a na znajdującej się w Eskurialu pod Madrytem podobiźnie Cyda ( Rodriga Ruy Díaza de Vivary ) widać mnóstwo pierścieni zdobiących dłonie kastylijskiego herosa.
Za panowania Elżbiety I Anglię ogarnął szał na „piszące pierścienie” - ciężkie, złote obrączki z ośmiościanym diamentem wprawionym wierzchołkiem do góry. Takim spiczastym diamentem elżbietańscy modnisie wydrapywali czułe tekściki na szybach i gdzie tylko mógł paść wzrok ich wybranki.
Znana jest anegdota, jak to sir Walter Raleigh wydrapał na oknie Elżbiety: „Pragnął bym się wspiąć, lecz lekam się spaść”. Królowa zaś odpisała: „Jeśli padasz na duchu, nie waż się Waść!”.
Szlif fasetkowy
W owych czasach wydobywano nie wiele diamentów. Niektóre naturalne kryształy nie wymagały szlifowania, gdyż były tak przezroczyste jak szkło; dzisiejsi handlarze diamentów nazywają takie kamienie „szkiełkami”.
Około 1500 r. wynaleziono szlif tablicowy, który następnie zastąpiono szlifem rozetowym, doskonale nadającym się do cienkich, płaskich kamieni. Wiele klejnotów o szlifie rozetowym obkładano od dołu złotą płytką z pasującymi fasetkami. Zręczni jubilerzy potrafili w ten sposób wykonać wspaniałą biżuterie.
Pawi Tron
Począwszy od 1631 r. francuski badacz i handlarz kamieni J.B. Tavernier odbył sześć wypraw na Daleki Wschód. Przywiózł z nich olbrzymie bogactwa w postaci diamentów i innych drogocennych kamieni – były to kamienie z pałaców Wielkich Mongołów i pomniejszych władców. Wiele niezwykłych klejnotów opisuje w swojej książce Sześć podróży J.B Taverniera z 1676 r. Tak na przykład opowiada o wspaniałym Pawim Tronie:
„Dolna część baldachimu cała jest wysadzana diamentami i perłami. Na szczycie zaś stoi paw z rozpostartym ogonem wysadzanym szafirami i innymi kamieniami [...] Kiedy król zasiada na tronie, na wysokości swoich oczu ma przezroczysty klejnot, z dodatkowym, 80- lub 90- karatowym diamentem otoczonym rubinami i szmaragdami... Po bokach tronu są parasole z rączkami skrzącymi się od diamentów”.
Diamenty Brazylijskie
Wzrost podaży diamentów nastąpił przede wszystkim dzięki temu, że:
Vasco da Gama odkrył nową drogę morską do Indii,
odkrycie to przyczyniło się do zwiększenia wydobycia diamentów w indyjskich kopalniach.
Indie zachowały wiodącą pozycję w wydobyciu diamentów aż do około 1728 r., kiedy to znaleziono diamenty w Brazylii.

LEGENDY O DIAMENTACH
Powiadano, że posiadanie diamentu chroni człowieka przed takimi dopustami bożymi, jak zaraza. Całkowicie uwalnia też od demonów i diabłów, odpędzając przerażające nocne mary, jeżdżące na swoich ofiarach w ciemną noc. Owa zdolność trzymania piekielnych mocy na dystans sprawiła, że ludzie nabrali zwyczaju wymieniania zaręczynowych pierścionków z diamentami. Moda wymieniania się pierścionkami w dowód uczucia zakorzeniła się na dobre w XVI wieku.Diamentowa dolina
Al-Kazwani, arabski filozof z XIX wieku, cytuje swoim traktacie o minerałach historie opowiedzianą jakoby przez Arystotelesa:
„Nikt oprócz mojego ucznia Aleksandra nie dotarł do doliny, gdzie znajduje się diamenty. Leży ona na Wschodzie, w pobliżu wielkiej granicy Chorasanu, i łączy się z krajem Al-Hind ( Indie ).
Jej wielkiej głębi, nie można przeniknąć wzrokiem, a są tam węże, jakich żaden człowiek jeszcze nie widział i na które nie może spojrzeć, gdyż zaraz umiera... Aleksander rozkazał więc przynieść żelazne zwierciadło i umieścić w miejscu, gdzie gnieździły się węże. Gdy się pojawiły, spojrzały na swoje własne odbicie w zwierciadle i padłu martwe.
Aleksander pragnął wydobyć diamenty z jaru, lecz nie było chętnych, by tam zejść. Zasięgnął więc rady u swoich mędrców, którzy doradzili mu, by rzucił w dolinę kawały mięsa i poczekał, aż drapieżne ptaki wyniosą mięso na górę. Następnie Aleksander rozkazał swoim ludziom śledzić ptaki i pozbierać kamienie, które pospadały z mięsa.
Opowieść z tysiąca i jednej nocy
W następnych stuleciach narodziło się mnóstwo opowieści o zaczarowanej dolinie. Miejsce to pojawia się także w jednej z opowieści z Tysiąca i jednej nocy ( zbiór historii, jakie piękna Szeherezada opowiedziała potężnemu arabskiemu królowi, by go zabawić i nie dopuścić, aby ją zabił ).
W opowieści Szeherezady pewien żeglarz imieniem Sindbad zostaje upuszczony przez olbrzymiego ptaka i wpada do niedostępnej doliny. Jej dno zasłane jest diamentami, wśród których roi się od jadowitych węży. Żeglarzowi udaje się jednak napełnić kieszenie drogocennymi kamieniami, po czym inny wielki ptak unosi go w bezpieczne miejsce.
Marco Polo
Marco Polo przypomniał tę legendę w swojej książce "Opisanie świata". Opowiada tam o królestwie Mutfili, w którym do ok. 1295 r. rządziła królowa Rudra-dewi. Ustalono, że chodziło tu o kopalnie diamentów w Golkondzie koło Hajdarabadu. Marco Polo wspomina, że diamenty występują tam we wnętrzu wielu wysokich gór:
"W czas deszczów woda spada po tych górach i rujnuje je, czyniąc wielkie wyrwy i pieczary, i wyrywa z gór diamenty. Gdy deszcz ustanie i woda opadnie, ludzie idą poszukiwać w owych wyrwach, przez które woda spłynęła, i nachodzą dość diamentów. [...] na górach tych jest takie mnóstwo węży wielkich i grubych, że ludzie z wielkim lękiem tam się zapuszczają".
Dalej następuje opis głębokiej przepaści pełnej węży, na które polują liczne białe orły. Diamenty wydobywa się stamtąd sposobem podanym przez Arystotelesa - rzucając w przepaść kawały surowego mięsa, a także znajduje w odchodach orłów.
Niektórzy badacze uważają, że Diamentowa Dolina Arystotelesa znajduje się gdzieś w górach Sarandibu (Cejlon), lecz nie wiadomo dokładnie gdzie.
Drogocenne lekarstwo
Lekarze opiekujący się papieżem Klemensem VII przepisywali mu kosztowne dawki rozmaitych sproszkowanych kamieni szlachetnych - przeważnie diamentów. Diamentowego proszku używali także Hiszpanie, kurując nim z zarazy i chorób pęcherza.
Induscy lekarze byli pewni, że pył diamentowy z kamieni czystej wody, przyjmowany jako lek wewnętrzny, gwarantuje siłę, energię, urodę, czystą cerę, radość, długowieczność i zadowolenie. Natomiast proszek z diamentów złej jakości sprowadzić miał wszelkie choroby, od kalectwa po łuszczycę.
Koh-I-Noor
Około 1600 r., za panowania Szahdżahana, słynny diament znajdował się w posiadaniu dynastii Wielkich Mongołów. Był to wspaniały kamień, z którym wiązało się wiele przesądów. Mongołowie wierzyli, że ten, kto go posiada, włada całym światem, i osadzili diament w jednym z oczu pawia zdobionego Pawi Tron ( w pałacu w Delhi ). To właśnie Szahdżahan wybudował w Agrze przepiękne mauzoleum Tadź Mahal, pragnąc uczcić pamięć swojej ukochanej żony Mumtaz Mahal.
Kiedy w 1739 r. perski władca Nadir Szah najechał Indie i zdobył Delhi, nie znalazł w łupach upragnionego diamentu. Doniesiono mu jednak, że Muhammad Szah – pokonany władca z dynastii Wielkich Mongołów – ukrył kamień w swoim turbanie.
Zaproszenie na ucztę
By zdobyć ów skarb, Nadir wykorzystał starożytny azjatycki obyczaj i zaprosił Muhammada na ucztę, na której, na znak przyjaźni władcy zamienili się turbanami. Następnie wymknął się cichaczem, a gdy rozwinął turban i połyskująca zdobycz wysunęła się na posadzkę, wykrzyknął „kuh-e nur!”, co po persku znaczy „góra światła” - stąd obecna angielska nazwa kamienia.
W następnych latach wspaniały klejnot jeszcze wiele razy zmieniał właściciela, aż w 1850 r. trafił do rąk królowej Wiktorii. Mówiono o nim wtedy, że przynosi nieszczęście każdemu mężczyźnie, który go nosi, lecz nie było mowy o kobiecie. Królowa Wiktoria wzięła to sobie do serca i, jak powiadają, dodała w testamencie klauzulę, że jeśli diament przypadnie męskiemu spadkobiercy, może być noszony tylko przez królewską małżonkę.
Do tej pory Koh-I-Noor zdobył jedynie koronę królowej Aleksandry, królowej Marii i, od 1936 r., koronę Elżbiety, brytyjskiej Królowej Matki.
Sancy
Sancy lub, jak brzmi jego pełna nazwa, Le Grand Sancy to gruszkowaty diament najczystszej wody, o wadzę 55 karatów. Uważa się go za pierwszy diament oszlifowany fasetkowo.
Około 1570 r. nabył go Nicholas Harlai, baron Sancy, pełniący w Konstantynopolu urząd ambasadora Francji; od niego właśnie pochodzi nazwa kamienia.
Wracając, zabrał ze sobą kamień do Francji, gdzie o jego istnieniu dowiedział się król Henryk III. Władca ten był bardzo drażliwy na punkcie swojej łysiny i zawsze nosił na głowie małą, aksamitną czapeczkę. Pod pretekstem, że chciałby ją ozdobić, „pożyczył” kamień od barona.
Cenny zestaw
Następny król, Henryk IV, uczynił barona Sancy swoim ministrem finansów, prosząc jednocześnie, by jego diament stanowił zabezpieczenie pożyczki na opłacenie armii.
Wysłano posłańca z diamentem, lecz człowiek ten nie dotarł do króla, a jakiś czas poźniej znaleziono jego straszliwie okaleczone ciało, ukryte w zaroślach. Miejscowa legenda głosi, że diament znalazł się w żołądku zmarłego, który połknął go dla bezpieczeństwa.
Odtąd kamień kilkakrotnie zmieniał właściciela, aż w końcu znalazł się w posiadaniu rodziny Astorów. ( Inne źródła podają, że Sancy należy obecnie do maharadży Patiala ).
Historia tego diamentu zaczyna się około 1701 r., kiedy to znalazł go hinduski niewolnik pracujący w kopalni Partial nad rzeką Kistna. Ważył 410 karatów i należał do największych diamentów indyjskich.
Przypuszcza się, że ów kamień ukrył w ranie na nodze i za obietnice połowy jego ceny uzyskał pomoc w ucieczce. Kiedyś zaś wypłynął na morze, marynarz, z którym się umówił, zabił go i ukradł kamień. Podobno człowiek ten roztrwonił i przepił uzyskaną zań sumę, po czym powiesił się dręczony wyrzutami sumienia.
Następnie, po kilkakrotnej zmianie właściciela, kamień został kupiony przez Thomasa Pitta, gubernatora Madrasu i dziadka Williama Pitta, który został premierem Wielkiej Brytnanii ( stąd druga nazwa kamienia, Pitt ). William wysłał diament do Europy, gdzie dwa lata zajęło jubilerom oszlifowanie go na doskonały brylant poduszkowatego kształtu o wadze 140,5 karata.
W 1717 r. regent Francji, książę Orleański, odkupił brylant Pitta. W efekcie kamień zmienił nazwę na „Regent”. W 1722 r. Regent zdobił koronę Ludwika XIV podczas koronacji, a Maria Antonina ozdabiała nim ponoć duży, aksamitny kapelusz. Przez wiele lat diament pozostawał w rękach francuskiej elity – zalśnił nawet na szpadzie Napoleona podczas jego koronacji na cesarza w 1804 roku.
Kiedy w 1940 r. wojska Hitlera zdobyły Paryż, Regent został ukryty za marmurowym kominkiem w Château Chambord – obecnie znajduję się w skarbu koronnym w Luwrze.
Florentyńczyk
Kamień ten był niegdyś własnością Karola Łysego, księcia burgundzkiego, swego czasu należał także do potężnego rodu Medici. Legenda mówi, że kamień zgubiono w 1477 r. podczas bitwy pod Nancy, kiedy to rozgromiono wojska Karola Śmiałego. ( Inne źródła podają, że w 1476 r. pod Grandson, przyp. Tłum. ). Wraz z dużą perłą znaleziono go w srebrnym puzderku na polu bitwy. Żołnierz, który natknął się na ów skarb, sprzedał podobno diament i perłę księdzu z sąsiedniej wioski.
Pierwszy wiarygodny opis diamentu przedstawił w 1657 r. J.B. Tavernier, który widział go w śród skarbów wielkiego księcia toskańskiego ( stąd inna nazwa kamienia: Wielki Książę Toskański ). Podaje, że był to piękny kamień cytrynowożółtej barwy. Po zmiennych kolejach losu trafił on do rąk księcia Toskanii), a następnie – w 1736 r., po małżeństwie księcia z cesarzową Marią Teresą – do skarbca austriackiego domu panującego. Później Florentyńczyk został wmontowany w koronę Habsburgów.
Na wygnanie
Po upadku cesarstwa austriackiego rodzina królewska wywiozła diament do Szwajcarii, dokąd się przeniosła. Przypuszczalnie skradziono go właścicielom i, w raz z innymi klejnotami austriackiej Korony, sprzedano go do Ameryki Południowej. Diament miał szlif rozetowy podwójny z dziewięcioma nieregularnymi ścianami. Ważył 137,27 karata i miał 126 faset.
Na początku II wojny światowej wojsko niemieckie wkroczyło do Austrii i, jak mówią, Florentyńczyka zabrano do Niemiec. Jeśli to prawda, musiała być to replika słynnego diamentu – lub opowieść o wydarzeniach z cesarskiego wygnania nie jest prawdziwa.
Hope
Indyjscy szlifierze oszlifowali go tak, by stracił jak najmniej wagi, lecz ostatecznie król kazał go przeszlifować, by wydobyć zeń maksimum blasku. Waga wspaniałego kamienia zmniejszyła się więc do 67,5 katata.
Klejnot został skradziony wraz z innymi podczas rewolucji francuskiej i nigdy go nie odnaleziono. Jednak niektórzy eksperci uważają, że słynny Niebieski kamień ponownie oszlifowano i istnieje on obecnie pod postacią diamentu Hope.
Zły los
Diament ów wziął swoją nazwę od nazwiska jednego z właścicieli, bankiera i zbieracza klejnotów – Henry'ego Philipe'a – który w 1830 r. kupił kamień za 90 000 dolarów. Będąc w posiadaniu rodziny Hope, zyskał złą sławę, jako że bratanek bankiera, Thomas Henry Hope, odziedziczywszy kamień, utracił cały majątek.
W 1909 r. kamień nabył turecki sułtan, Abdülhamid II, któremu zła moc przypisywana kamieniowi także przyniosła nieszczęście. W 1909 r. w wyniku rewolucji sułtan utracił władzę i parę lat później zmarł. Przedtem jednak wystawił kamień na sprzedaż na wolnym rynku – w 1911 r. nową właścicielką Hope'a stała się pani Edwardowa B McLean, żona właściciela „Washington Post”.
Mimo wielu opowieści o straszliwej śmierci lub innych nieszczęściach sprowadzonych przez kamień pani McLean nigdy nie myślała o sprzedaży klejnotu ani nie uwierzyła, że kawałek nieożywionej materii może rzucać zły czas – nawet kiedy jej syn zginął w wypadku, a potem ona sama utraciła osobisty majątek.
| następna » |
|---|




